+48 793 335 332

kontakt@e-neurolog.com

post image

Czy zgodzić się na operację kręgosłupa?

Chorzy zmagający się z bólami kręgosłupa często zwracają się do mnie i innych neurologów z takim właśnie pytaniem. W pełni rzetelna odpowiedź wymagałaby podkreślenia, że każdy pacjent ma indywidualny, niepowtarzalny problem zdrowotny i dlatego czasem należy się operować, a czasem lepiej próbować metod zachowawczych. Tyle tylko, że taka odpowiedź nie niesie żadnej użytecznej informacji i jest tak naprawdę próbą wyłgania się od odpowiedzi. Dlatego zdobędę się tutaj na cywilną odwagę i dam jednoznaczną odpowiedź, zgodną z moim prawie trzydziestoletnim doświadczeniem zawodowym. Otóż NIE. Nie należy zgadzać się na operację kręgosłupa. Oczywiście, jak zawsze jest to NIE z wyjątkami. Ale są to naprawdę wyjątki potwierdzające regułę. Operacja ma sens u poniżej 1% wszystkich pacjentów z bólem kręgosłupa. Czyli prawie nigdy. Przyjrzyjmy się temu zagadnieniu bliżej. Ból krzyża dotyczy 30% populacji, a w ciągu całego życia pojawia się prawie u każdego z nas. Klasycznie kojarzony jest z dyskopatią i tak jest najczęściej, ale może też wynikać z patologii stawów międzykręgowych, więzadeł, mięśni grzbietu i innych. Zazwyczaj chorzy z bóle krzyża leczeni są metodami zachowawczymi, a jeśli dolegliwości przez kilka miesięcy nie mijają proponuje się im leczenie operacyjne. W zależności od tego co dany lekarz akurat potrafi zrobić lub w jaki sprzęt zainwestował, proponowany jest chorym duży, klasyczny zabieg chirurgiczny z implantacją lub bez implantacji dysku albo przeróżne techniki endoskopowe i małoinwazyjne. Duże zabiegi chirurgiczne niosą ze sobą normalne ryzyko okołooperacyjne związane z dużą inwazyjnością zabiegu i przyśpieszają degenerację sąsiednich segmentów kręgosłupa. Odległe efekty operacji są złe – proces zwyrodnieniowy kręgosłupa postępuje szybciej i po kilku latach stan zdrowia takich chorych wyraźnie się pogarsza. Wszczepienie implantu dyska zmniejsza ryzyko degeneracji sąsiednich obszarów ale niesie ze sobą inne problemy, jak ryzyko reoperacji, ryzyko kostnienia. Techniki endoskopowe i półinwazyjne jako mniej agresywne teoretycznie powinny przynieść poprawę przy mniejszym ryzyku powikłań. Chory może tu otrzymać propozycję zastosowania termonukleplastyki, przezskórnej laserowej dekompresji dysku, przezskórnej plazmowej radiofrekwencyjnej nukleoplastyki koblacyjnej, albo po prostu nukleplastyki koblacyjnej, czy wreszcie selektywnej endoskopowej discektomii. Proponuję się też chorym różne odmiany technik rzekomo regenerujących dysk. Mówi się o cudownych substancjach – żelach, komórkach macierzystych itp, które zwykle pod kontrolą RTG podaje się do dysku. Mają one spowodować regenerację dysku i zatrzymanie lub zwolnienie procesów zwyrodnieniowych. Problem jest tylko taki, że żadna z tych metod nie udowodniła jakiejkolwiek skuteczności. Warto zwrócić uwagę na podświadomy przekaz jaki niosą same nazwy tych metod. Mamy tu mądro brzmiące, po części niezrozumiałe słowa sugerujące najwyższy poziom zaawansowania technologicznego: laser, plazma, koblacja…Przekaz jest taki: mamy supernaukową, najlepszą na świecie, najbardziej zaawansowaną technologię, tak dobrą, że po jej zastosowaniu zdrowie wraca, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Czyli: „skorzystaj z naszej technologii, a będziesz zdrowy i szczęśliwy”…Oczywiście tak zaawansowana technologia musi kosztować. Wydatek np. 15.000 zł wydaje się więc całkiem uzasadniony…I tu jest sedno sprawy. Marketing i biznes. Wiem, że narażam się kolegom czerpiącym zyski z takich procedur ale powiem jasno i dobitnie: zdrowotne znaczenie zabiegów operacyjnych kręgosłupa jest nikłe i w żadnym razie nie przewyższające skuteczności prostych działań zachowawczych. Oczywiście nie jest to tylko mój – być może subiektywny i tendencyjny pogląd, ale takie są wyniki naukowych metaanaliz, czyli analiz prowadzonych w oparciu o liczne, niezależne badania nad tysiącami chorych. I tak, duża metaanaliza z 2018 roku pokazała, że implantacja dysku ma przewagę nad technikami stabilizującymi kręgosłup – obserwuje się mniej powikłań na sąsiednich poziomach. Ale uwaga: nie wykazano przewagi operacji z implantacją dysku nad metodami zachowawczymi! A metody małoinwazyjne? Ich skuteczność oceniono jako niską. Nadają się jedynie do leczenia małych prostych wypuklin dysku. Tylko po co operować małą dyskopatię? Ale to nie koniec. Rzeczywistość operacyjnego leczenia kręgosłupa jest dużo gorsza. Opracowanie również z 2018 roku pokazuje, że 30% pacjentów operowanych z powodu bólu krzyża cierpi na - w wolnym tłumaczeniu z angielskiego – zespół nieudanej chirurgii grzbietu. Wśród przyczyn tego problemu wymienia się czynniki przedoperacyjne zazwyczaj leżące w sferze psychicznej pacjenta, czynniki związane z samą operacją lub pooperacyjne. Te związane bezpośrednio z zabiegiem to najczęściej tzw. niewystarczająca dekompresja dysku – czyli wycięcie niewystarczającego fragmentu dysku. Czynniki pooperacyjne to powtórne wypadnięcie dysku na tym samym lub sąsiednich poziomach oraz podrażnienie korzonków przez zrosty. Ten ostatni czynnik to 30% przypadków zespołu nieudanej chirurgii grzbietu. Sytuacja taka jest bardzo trudna, gdyż kolejny zabieg tylko pogorsza stan chorego. Jak to rozumieć? Powiem to prosto: z różnych powodów, co trzeci chory operowany na kręgosłup ma gorszy stan zdrowia po zabiegu niż przed! Podsumowując, stanowczo odradzam pacjentom leczenie operacyjne w przypadku dyskopatycznego bólu kręgosłupa. Krótkie, stanowcze leczenie farmakologiczne, a po nim mądra rehabilitacja w postaci kinezyterapii, czyli terapii ruchem, to wszystko co na leży zrobić. Działania taki są wystarczające u ponad 99% chorych.